RSS
 

„Short story” – pierwsza publikacja części opowiadania pt: „Wypędzenie”

29 lut

Witam czytelników. Wiem, iż ostatni nie publikowałem wiele, ale to tylko hobby i czasem praca je wypiera. Poniżej publikuje fragment opowiadania nad którym obecnie pracuje. Czekam na opinie, liczę, że będzie budziło apetyt na całość.

_ _ _

Dextera obudził znajomy diakon. To niecodzienne by go budzili, zawsze wstawał jako jeden z pierwszych. Spojrzał na zegarek jarzący się łuną na stoliku nocnym, w którym odbiła się lustrzanie trzecia trzydzieści sześć.

- Witaj Jeremiuszu, jest prawie za dwadzieścia czwarta coś się stało?

- Szczęść boże przepraszam, że cię budzę, ale on cię wzywa. Mówił, iż to pilne.

- Zapewne, dziękuje ci. Poradzę sobie możesz wracać do swojego czuwania. – Zaspany podziękował i skierował swoje myśli ku torom organizacji, nie zaprzątając sobie głowy po co go wzywają. Już po niecałych dziesięciu minutach maszerował do gabinetu prezbitera. Dexter nie przepadał za Natanem do którego drzwi właśnie zapukał. Wszedł więc nim na dobre rozległo się za nimi „proszę”. Od dwóch miesięcy Natan często go wzywał. Nigdy jednak w nocy, uważał więc, że tym razem to przesada wyciągać go z łóżka. Miał już delikatnie to zakomunikować, gdy odezwał się prezbiter.

- Witaj, wiem Dex, że jest późno. Musisz mi wybaczyć. Wiem, że nie rozumiesz dlaczego od kilku tygodni raczę cię wykładami o istotach upadłych. Może się domyślasz? – Nie pozostawiając pauzy ciągnął dalej – Tak czy inaczej mamy niecodzienną sytuację szybciej niż bym sobie tego życzył i musisz mi pomóc. Niedaleko teatru im. Szymborskiej jest nieciekawa okolica, wezwano nas by odprawić egzorcyzmy. Psycholog starał się pomóc, ale jest bezsilny. Po kolejnym ataku wnuk przyjechał tu w środku nocy i błagał o pomoc. Zdradzę ci Dexterze w zaufaniu, iż jestem mianowanym przez biskupa egzorcystą. Już od wielu lat. – W tym miejscu Dexter musiał mu przerwać.

- Że… ale, jak… – nie tak chciał zacząć, lecz szybko zebrał myśli – Jak to egzorcyzmy, wierzysz w to?

- Na twoim miejscu też nie dałem wiary. Dlatego nic ci nie mówiłem, jedynie nauczałem cię terminologii i hierarchii zła pod pozorem zwykłego przyuczenia. Nie przerywaj mi bo czas nagli. Weź ze sobą swoje rytuały rzymskie, te które najdłużej są ci oknem do Pana. Ja wezmę resztę spotkamy się za piętnaście minut przy tylnych drzwiach. Wnuk odchodzi już tam zapewne od zmysłów.

 

Drobny łupek zachrzęścił pod podeszwami kiedy wyszli tylnymi drzwiami, rozdzierając przed jutrzenkową zalegającą ciszę. Diakon maszerował szybko by dotrzymać kroku Natanowi. Nad prawym ramieniem prezbitera widział jarzący się czerwony punkcik za kratowana furtką. To zapewne żar papierosa, domyślił się po nerwowym i chaotycznym tańcu w ciemności. Natan miał ze sobą niewielką skórzaną torbę, podobną do tych lekarskich. Gdy doszli do furtki żar zniknął pod butem. Młody człowiek wydmuchnął dym za siebie i przywitał dwie ciemne postacie.

- Witam ekscelencje, błagam pomórzcie mi. To znaczy nie mi tylko babci, jest coraz gorzej i już tego nie zniosę. – mówił nerwowym, ściszonym głosem. – Ona krzyczy, gryzie, miota się. Smaruje własnym gównem dziwne znaki na ścianach! – ostatnie zdanie wyrwało się nieco głośniej.

- Bez przesadnych tytułów proszę, jesteśmy zwykłymi sługami Pana, wystarczy ojcze. Jak Ci na imię? – spytał prezbiter

- Kamil ojcze

- Dobrze Kamilu, oczywiście, że Ci pomożemy. Jak ma na imię babcia? Opowiedz trochę o niej nim to się zaczęło i jak zaczęło się objawiać. To nam pomoże. Masz auto czy wezwać taksówkę?

- Mam auto już prowadzę – ruszył w stronę prostopadłej uliczki – Zaczęło się pewnego popołudnia, tak myślę, kiedy nie chciała iść na wieczorną mszę. Wie ojciec ona codziennie po południu było w kościele. To znaczy była. Tego dnia nie poszła, a byłem umówiony z koleżanką. Więc pytałem czemu nie idzie i namawiałem by poszła. – twarz Natana nic mi nie zdradzała. Domyśliłem się, że nie przerywa rozwiązłej opowieści, szuka w niej szczegółów istotnych. – Babcia mówiła, że słabo się czuje i musiałem wypić herbatę z koleżanka w towarzystwie babci, niezręcznie wie ojciec. Ale nie poszła do kościoła przez kolejne kilka dni. Przyszła niedziela, i nie poszła. Wie ojciec jak nadwyrężyła biodro i musiała siedzieć na wózku to musiałem ją zimą pchać do tego przeklętego kościoła, a teraz szukała wymówki! Przepraszam ojcze nie miałem tego na myśli, ja chciałem tylko powiedzieć, że do tego jej kościoła. – zawstydził się Kamil. – Tak czy inaczej zmartwiłem się bo nigdzie nie chciała wychodzić.

- A koleżanka się babci krępowała, zakładam. – nie wytrzymałem i przerwałem. Natychmiast pojawiła się reakcja Natana. Zerknął na mnie groźnie dając do zrozumienia, że zabrał mnie bym głównie słuchał. Natomiast Natan nie wydał się speszony. Widać, że to blokowy chłopak, który nie przejmuje się „byle czym”.

- To ja bardziej się krępuje, widzą ojcowie to fajna dziewczyna i wpadła mi w oko. A babcia jakoś ogranicza nasze rozmowy i robi się sztywno. – Kamil zatrzymał się i o mało na niego nie wpadłem. No tak przy babci nie da się zarywać, w bloku ściany są cienkie.

To mój – powiedział i wskazał na starego opla. Wsiadł i otworzył  nam drzwi od środka. Wewnątrz dało się jasno odczuć, że właściciel pali. Odezwał się Natan.

- Dokończ proszę co dalej z twoją babcią i jak ma na imię.

- A tak, ma na imię Jolanta. Ale wszyscy mówią Jola. No zaprowadziłem ją do przychodni bo skarżyła się na ból głowy i skołowanie. Doktor powiedział, żeby dużo piła i jadła więcej warzyw. Zwyczajnie nas palant sławił. Ale co miałem zrobić? To Babcia gotuje więc tyle, że częściej kupowałem warzywa, a ona starała się ich nie marnować. Nawet przestała narzekać na ból głowy. Brała swoje leki na ciśnienie i cukrzycę, olewając te na żylaki i wczesną osteoporozę bo emerytura mała. Ale do kościoła nie poszła. –zamilkł na moment i prezbiter wykorzystał pauzę…

 

Na całość musicie trochę poczekać. Niebawem dokończę co zacząłem.

Pozdrawiam IBS

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Opowiastki

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS