RSS
 

Archiwum - Październik, 2012

Błysk

23 paź

Igor Bragi Sochacki

19.02.2012

 

 

 

Sami we dwoje w tłocznej ciemności

Aksamitem otuleni wzajemnej namiętności

Myślami pokrewnymi łączymy umysły

Aromatami perfum rozbudzając zmysły

Nocą krocząc układam wszystka w głowie

Teraz peron whisky ludzi mrowie

Amorem dotknięty wiodę Cię ku sobie

Inaczej dziś patrzę na znany mi świat

Inaczej niż w trakcie minionych już lat

Gorzki dotychczas słodkim stał się smak

Otwierając oczy co dnia mi Cię brak

Radując swe serce macą wspomnienia

Siłą stwórczą wiecznego istnienia

 

 

 

Dedykowany Samancie P.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Poezja - wiersz

 

Świeża empatia

23 paź

Igor Bragi S.
Kraków  18.10.2012

Kap…

Kap, kap…

Kap, kap, kap…

Letnia mżawka niosła ukojenie, gdy dwoje ludzi siedziało pod ogromnym świerkiem w monstrualnej puszczy.

Kap, kap, kap…

Kap.Kap,

Kap…

 

 

 

 

 

 

Bystry gil suszy swe piórka po mżawce na słonecznej gałęzi w letni dzień. Tuż pod nim dwoje ludzi się gości. Atmosfera gorąca wśród tych gości unosi się w górę, ku gila świadomości. I tak mąci i mąci, że i ptaszyna w wir rozmowy się wdrożyła.

– … uuyyy. A ot wyobraź tylko sobie to. Gdyby to drzewo za naszymi plecami, jako źdźbło trawy jedno komuś się widziało. I że ja, że Ty niczym insekty dwa, mrówki zaledwie, w trawniku komuś cupnęli.

– Keke yyy… no masz. No i co wtem by się działo wielkiego??
– Przyszedłby on i skosił? Albo zaorał.

– Cały ten nasz dom…

– I tak, co roku by orał. Co zbudujesz on w mig zaora.

– Przecież to istna zmora!

– Ale to nic wszystko.

– Cóż może być gorszego?
– Od czynów tych? Dalsze jego postępki, wszak nie orał by dla samego faktu. Orał by, by żyć w dostatku!

– A i tak naszym kosztem? Nie szłoby w zgodzie?
– Po co, to on ora i wszystko jego zatem będzie.

– Nieciekawie, aż się włos jeży.

– Nooo… Keke

– Dobra starczy mi. Idziemy, bo kawał drogi jeszcze przed nami.

– Fakt, nim słońce zgaśnie, da się jeszcze coś uczynić.

–Może nawet naprawić, keke.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Opowiastki

 

Betonowi ludzie

23 paź

Wroclaw 12.07.12r.

I.B.S

Gwizd przeciągły zmroził powierzę, wprawiając je w wibracje, które zaparły dech w piersiach mężczyzn, kobiet, dzieci, matek, ojców, turystów, złodziei, turystów i gołębi. Młodzieniec szaleńczym biegiem sadził susy ku taborowi. Kierował się na jedyne otwarte drzwi. Jednak mimo całej tej dynamiki jego fotograficzna pamięć pozwoli mu przywołać tamtą chwilę. Tłum niesiony trawiącą emocją godną drzemiącego kota w obliczu szelestu muszych skrzydeł. Przyglądał się wszystki rzeczy tak dobrze znanymi, lecz tak mało zrozumianymi…

Pewien nastek w gaciach z krokiem za kolana odcina się od otaczającego go świata, który tak przytłacza, muzyką ze słuchawek. Martwymi oczyma zerka na telefon, co go w ręku trzyma. Nusz wie, co to i do czego służy. Potencjał jego porywami wykorzystuje może w ośmiu góra dwunastu procentach. Nie wie, jakie ma moduły i podzespoły, nie zna atomowej budowy jego bebechów. A o prawach fizyki, jakie stosuje ten, że telefon, nastek pojęcia nawet szansy nie miał…

Ależ to nie dalej niż kroczki liche dwa przycupnął jegomość bliski czterdziestce. Oj lichy go los spotkał, bowiem u nóg jego, niczym więzienne kule, przytroczone zostały trzy walizki. Łukowatą garbatość jego ciała nadaje monstrualnie wypchany spory plecak. Trójka uroczych dzieci w błyszczących lakierkach, zwiewnych ubrankach i czapeczkach wydziera się krzycząc, co im język nawinie. Krzykiem swym, niczym Muncha, obwieszczające aktualnie płynącą emocję. O krok za owym nieszczęśnikiem umościła się rybiatki sękata matrona. Nerwowo wachlując się gustownym kapeluszem z Zary usilnie starała się przelać czarę goryczy. Ciągłe narzekania gęsto przerywała szyderczo-sarkastycznymi kąsaniami. Wielka plażowa parasolka niczym wahadło, kołysała się rytmicznie wraz z oddechami Pana urlopowicza i systematycznie zwiększając częstotliwość…

Gruntownie, jednak, z drugiej strony dało się dostrzec młodego studenta wraz z koleżanką z roku. Oboje zadbani i schludni przerzucali się łacińskimi cytatami, co i po raz wybuchając śmiechem. Zerkają na siebie ukradkiem przez dwie ściany, usilnie myśli o miłości odganiając miotłą strachu i wstydu…

Jednak nasz bystry młodzieniec nie przestaje się spieszyć, pełnym pędem do drzwi wagonu dopadając. Zdążył? Zdążył zaledwie kroczek, tyni może, postawić na stopni szlaku. Drogę zagradza mu konduktor. Wysolachny wąsacz przeszył go zielonymi oczyma ukrytymi pod krzaczastymi brwiami w kolorze śniegu. Obraz ten dotkliwie wtargnął w sferę wspomnień niechcianych młodzieńca. Poczuł on, bowiem chłodną kościstą dłoń napierającą na jego pierś w chwili, gdy liczne koła lokomotywy drgnęły w zamiarze ruchu…

Pociąg odjechał jednak i bez młodzieńca…

Przełykając gorycz i odklejając spojrzenie od białej linii pod stopami. Młodzian spostrzegł drobną sędziwą staruszkę. Delikatna i lekko przygarbiona postura odziana w szaty starych ludzi ciągnęła ku niemu ciągnąc swój dwukołowy wózeczek.

- Nie martw się chłopcze, wszystko się ułoży. Za kilka minut jedzie tam następny, tylko nie pospieszny – rozbrzmiał ciepły głos.

- Widziała pani wojnę?
- Niestety tak…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Opowiastki

 

XXIw. Rzeczy niemożliwych.

23 paź

Igor Bragi S.

O dziewiątej obudziło mnie słońce

Tępo patrzę przez firanki koronkowe

Czując wpadające oknem podmuchy gorące

Zalewam mlekiem płatki śniadaniowe

Zaraz umyję zęby tylko włączę kompa

Czy ja mam dziś coś do zrobienia

Adam dodał nowe zdjęcia ale pompa

Co by tu robić ku śmierci znudzenia

Co mam na dysku… RPG… zagram

Play

 

Waszmość raczy żartować z szynkwasu!

Jeno chwila i burda a narobię hałasu,

Mieczem targnę i skrócę o głowę!

Spokojnie rycerzu bom wpadł w trwogę.

Ja pomogę, piwa wleje, podam strawy,

Miecz niech leży, co bym bez obawy.

Gdzie tłuszcza nie traci jeno głów.

Lud płochliwy a lokali jak wszów,

Rycerz nasycony powstał i ruszył w drogę.

Staczać pojedynki, niszczyć, gwałcić, siać trwogę.

Imię jego było powszechnie znane w świecie.

Brzmiało gromko Baltazar, jeśliście nie wiecie.

Zabójca smoków i postrach trolli skalnych,

Opiewanych w pieśniach gachów wokalnych.

Wyruszył Baltazar twardo niosąc kroki,

Mijając góry, jeziora, rzeki, poszerzając widoki.

Dotarł Ci on wżdy do jamy głuszącej kroki,

Czarno-mrocznej gdzie gasły wszelkie widoki.

Stanąwszy szeroko, zadarł głowę w chmury.

Ujął się pod boki, wejrzał w głąb dziury,

Gdzie głęboko smok umościł swe leże.

Budząc terror i utrzymując lud w wierze.

Uzbrojony w topór, Baltazar postąpił krok

Esc…

Oj! Kurde ale chce mi się lać

Właściwie już południe trzeba coś zjeść

Czas ucieka od kiedy musiałem wstać

Zatem łyk herbatki za Baltazara cześć

Tylko jeszcze dojdę do bossa

Play

Uzbrojony w topór, Baltazar postąpił krok.

Pijąc eliksir, śmiało nużył się w mrok.

Siekąc hardo z prawa oraz lewa,

Kładąc gobliny niczym drwal drzewa.

Z głębin czeluści ryk trzęsie grotom.

Ot bestyjka siarczysta grzeszy głupotom,

Idę ku Tobie łaknąc wychędożyć skarbiec.

Krwi upuszczę i polewki zrobię garniec!

Error

CO Teraz reset Głupi komputer

Która godzina Już po czternastej jest

Wyleje się i włożę chleb w toster

W tej jaskini przydał by się priest

Login

Hasło

Wczytywanie…

Wyprawa do spożywczaka mało mnie zabija

Resztę liczy drągal z miną ciężkiego głąba

Gorąco jasno ciężkie siaty czas wolno mija

Czas włączyć wiatraczek i odpalić kompa

Play

Baltazar z trzema złotymi jajami smoka,

W przydrożnym burdelu niebieskooka,

Świntuszą razem dosiadając blond włosego karła

Jedzą mandarynki lejąc półtoraka w gardła.

Następnego ranka niecny Baltazar handlował,

Sprzedał jaja, kupił broń oraz miód ładował.

Ruszył złaknionymi kroki ku północy!

By chędożyć blade dziewki pośród kocy,

W ciemnościach stawić czoła,

Stanąć mężnie z trollem w szranki zdoła.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Opowiastki

 

Rodzicielstwo

23 paź

Igor Bragi S.

 

Roślinności ranny rumor ruga

Skowronek smagły swoista smuga

Lustruje lotem luźnym las

Powitał paproć pokaźną po pas

Ruszył rączy rabować robactwa

By bałamucić brzuchy bractwa

Piszczącym pisklętom paszcze pełnić

Wyklute wewnętrznie wezwanie wypełnić

Dobra dieta doskonale dopasa

Gnuśne gagadki gracji grubasa

Rosną rychło rychło rojbrując

Impertynencko ichnie Iliady intonując

Pierzą piórka patrząc pewnie

Doświadczenie drążąc długie dnie

Znikną zapewne zachodnim zmierzchem

Swoich starych smucąc szelestem.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Poezja - wiersz

 
 

  • RSS